Zatroskana małżonka zgłosiła strażnikom miejskim zaginięcie męża. Interwencja na Białołęce zakończyła się szczęśliwie...
Interwencja, do której doszło w nocy z 22 na 23 marca - zaczęła się jak prawdziwy kryminał. Do strażników miejskich, którzy przyjechali po północy wyprosić z placu zabaw na Białołęce hałaśliwą młodzież, podeszła roztrzęsiona kobieta z pieskiem. Zrelacjonowała, że godzinę temu zaginał jej mąż, który wracał z spotkania towarzyskiego. Małżonek miał „meldować” się z drogi, lecz w pewnej chwili kontakt się urwał. Od ponad godziny nie odbierał telefonu. Małżonka była zdenerwowana, ponieważ mąż zawsze był punktualny, natomiast chorował i bała się, że mógł zasłabnąć lub mieć wypadek.
Funkcjonariusze zawiadomili dyżurnych o zgłoszeniu, zanotowali numer do kobiety i umówili się na kontakt, gdyby zaginiony 54-latek się odnalazł. Sami zaś określili prawdopodobny przebieg powrotnej drogi zaginionego i udali się w patrol po okolicy. Było po godzinie 1.00 w nocy, kiedy mundurowi - przy ul. Fortel - zauważyli coś ruszającego się w ciemnościach. Było to stadko dzików, które oddaliło się na widok radiowozu. Na skraju leśnej drogi pozostał jednak jeden ciemny kształt. Od jego strony słychać było dźwięk telefonu. Jak się okazało, był to poszukiwany, który… spał.
Strażnicy, z których jeden jest ratownikiem kwalifikowanej pomocy przedmedycznej, obudzili mężczyznę i sprawdzili podstawowe parametry odnalezionego. Mimo zimnej nocy, nie był wychłodzony. Funkcjonariusze zatamowali natomiast obfity krwotok z rany na jego dłoni. Następnie odebrali telefon od żony, uspokoili ją, że mąż się odnalazł i przywieźli go do domu w przedziale przewozowym radiowozu. Na pożegnanie odebrali obietnicę, że małżeństwo nazajutrz uda się na ostry dyżur by pokazać ranę mężczyzny lekarzowi.
Zobacz także:
Zobacz także:
Zobacz także:
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze